Przyglądając się temu, co wokół się wyprawia, dochodzę do wniosku, że — jeśli chodzi o etykę — dziesięć przykazań to już za dużo, za skomplikowane, a współczesne ludki od kciuka, wszystkie te muski i trampki, zapatrzone w siebie i zakręcone w pychę są w stanie zapamiętać tylko jedno zdanie, a każdy inaczej. Dlatego nie mam do otaczającego świata żadnych pretensji, w końcu i tak każde z nas odejdzie za chmurkę, martwi mnie jednak to, że przez tysiące lat ludzie nie wypracowali sobie żadnej jednoznacznej dla każdego wskazówki, która chroniłaby każdego i wszystkich.
W zasadzie coś takiego istnieje, wymaga jednak akceptacji podstawowej reguły, że ze względu na zdrowie stosunków w społeczeństwie należałoby uznać za wyłącznie ważne każde poszczególne istnienie, w ludzkim przypadku każdego człowieka, któremu jako tarczę obronną trzeba by wyryć maksymę: nie czyń drugiemu, co tobie nie miło.
Z tym nastawieniem stanie się najważniejszym libertarianizm muskowy rozbrojony jednak przekonaniem, że tak pozytywna, jak i negatywna wolność zakazuje postępowania, którym mógłbym w jakikolwiek sposób wpływać na losy drugiego człowieka, czyli że decyzje nazywane dla wygody globalnymi, jako że wpływają na wszystkich, stają się niemożliwe, bo nieetyczne.
Dodaj komentarz